Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 16 czerwca 2012

Liczba komentarzy: 30
Wywiad z Prezesem KIDL

Wywiad z Prezesem KIDL – jaka jest przyszłość polskiej biotechnologii medycznej i diagnostyki molekularnej? Jakie plany ma KIDL wobec naszej branży?

Bardzo ważny dla branży biotechnologii medycznej i diagnostyki molekularnej wywiad z Panią Prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych – dr n. med. Elżbietą Puacz. Pani Prezes opowiada o przyszłości diagnostyki molekularnej i biotechnologii medycznej w naszym Kraju, oraz o planach KIDL i ustawodawcy względem biotechnologów i diagnostów molekularnych. Zwracamy uwagę, że to ostatni dzwonek na zgłaszanie przez nasze środowisko uwag do nowej ustawy o diagnostyce.

Redakcja: Pani Prezes, co uważa Pani za najbardziej palący problem polskiej diagnostyki molekularnej?

Elżbieta Puacz: Najważniejsza jest rzetelna ocena jakości świadczonych usług. Jako Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych spotykamy się ze strony onkologów i patomorfologów z zarzutami dotyczącymi jakości diagnostyki molekularnej wykonywanej w polskich laboratoriach medycznych i ja chciałabym umieć na te zarzuty odpowiedzieć. Nie dysponuję jednak ani jasnymi kryteriami umożliwiającymi ocenę, ani ośrodkiem oceniającym. Krajowa Izba może wysyłać wizytatorów i stwierdzać nieprawidłowości, ale w ocenie musimy się opierać na jakichś standardach, które nie istnieją. Dlatego podstawową sprawą dla nas jest określanie metod oceny standardu, do jakiego mamy dążyć. Mamy wprawdzie rozporządzenie ministerialne, które mówi o tym, jak powinno być, ale zawiera ono ogólne hasła i zalecenia niemożliwe do zastosowania w praktyce. System oceniania należy ujednolicić, żeby umieć bronić dobrych laboratoriów.

Red.: Czy w tych działaniach będziecie też Państwo zwracać uwagę na problem który w gruncie rzeczy nie zależy od samych laboratoriów, czyli na materiał, który do nich trafia?  Profesor Olszewski zgłasza cały czas jeden postulat: aby w całej Polsce wprowadzić jednolity system utrwalania tkanek.

EP: Do tego musimy opracować, wraz z Towarzystwem, na przykład Patomorfologów standard, który będzie stanowić rekomendację Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. Mamy do tego prawo. Obecnie przygotowujemy też standardy dotyczące diagnostyki wirusów hepatotropowych czy też wirusów HPV i będą one mogły stać się obowiązującymi wytycznymi, jeżeli oczywiście uda się temu nadać formę rozporządzenia. Natomiast bardzo ważne jest, aby diagności mieli świadomość, że muszą napisać dokładną procedurę pobierania i transportu. Jeżeli materiał nie spełnia wymogów, to nasze prawo zobowiązuje diagnostów do powiadomienia zlecającego, że wynik będzie niemiarodajny. Jeżeli on powie, że mimo to chce otrzymać ten wynik, to obowiązkiem diagnosty jest zaznaczyć, co nieprawidłowe pobranie mogło spowodować. Istotne jest przecież nie tyle wzięcie pieniędzy za badanie, ale jego wartość diagnostyczna, która może zadecydować o zdrowiu i życiu pacjenta.

Red: Pani Prezes, kolejne pytanie odnosi się bezpośrednio do artykułu opublikowanego niedawno w „Diagnoście”. Sprawa dotyczy grupy roboczej ds. Powołania Centralnego Ośrodka ds. Jakości. Czym tak naprawdę będzie ten organ i w jaki sposób będzie funkcjonował?

EP: Ministerstwo Zdrowia powołało rozporządzeniami dwa ośrodki oceny jakości w diagnostyce w kierunku analitycznych badań, a mianowicie Centralny Ośrodek Badań w Diagnostyce Laboratoryjnej profesora Brzezińskiego w Łodzi i POLMIKRO dla diagnostyki mikrobiologicznej. Dzięki temu, że są to jednostki utrzymywane przez Ministerstwo Zdrowia medyczne laboratoria, nie płacą za kontrole, które zgodnie z rozporządzeniami są obligatoryjne dla wszystkich laboratoriów, wykonujących takie badanie i świadczeniobiorca ma obowiązek prosić o wyniki tej oceny. Dzięki temu może się dowiedzieć, czy laboratorium jest wiarygodne i warto podpisać umowę, czy też nie. Natomiast jeśli idzie o genetykę, taki system jak dotąd nie istniał i spotykaliśmy się z coraz większą liczą zastrzeżeń ze strony lekarzy, którzy mówili o tym że wyniki są niewiarygodne, a przez to jest zła terapia, która jeszcze pogarsza stan pacjenta, a nie pomaga. W związku z tym, właśnie dzięki pomocy lekarzy, powstał pomysł, żeby powołać przy Ministerstwie Zdrowia ośrodek oceniający jakość w badaniach molekularnych. Znowu jednak pojawiły się problemy, bo liczba badań dotyczących mutacji somatycznych w nowotworach jest bardzo długa, nie każdy ośrodek posiada doświadczenie w zakresie wykonywania takich oznaczeń. Zatem nie mogłoby to być w jednym miejscu, tylko byłyby to placówki tworzące swego rodzaju sieć „referencyjną” wykonujące poszczególne badania i mogące weryfikować jakość ich wykonywania przez inne ośrodki.

Oczywiście, kiedy pojawia się jakiś problem dotyczący powołania nowej placówki, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Pytanie brzmiało: kto to będzie finansował. Rozmowy stanęły jesienią ubiegłego roku, ponieważ pieniądze miały pochodzić z  Narodowego Programu Walki z Rakiem i dalsza dyskusja miała dotyczyć tego, czy wyznaczyć do oceny krajowy ośrodek czy też odwołać się do ośrodków międzynarodowych. Wiadomo, jednak, że w tym drugim przypadku byłoby to płatne i niestety niezwykle kosztowne. Konieczność powstania ośrodka krajowego została przedstawiona i zaakceptowana przez Ministerstwo. Teraz trzeba dopracować tę kwestię w szczegółach, czyli dokładne określić jak ma wyglądać ośrodek oceniający i kto ma go finansować.

Red. Pani Prezes doskonale zdaje sobie sprawę, że w olbrzymiej grupie wszystkich działań diagnostycznych w zakresie genetyki molekularnej są badania hematologiczne, badania dotyczące guzów litych, cytogenetyczne, więc specjalistów, którzy w tym biorą udział jest bardzo wielu i metod jest także niemało. Jak Państwo wyobrażacie sobie współpracę z ekspertami w zakresie konkretnych badań, która byłaby przecież niezbędna?

EP: Poszczególne ośrodki miałyby powstać przy jednym wiodącym uznanym za referencyjny i specjalizującym się w danym oznaczaniu. Nie możemy zrobić w jednym ośrodku wszystkich badań, bo żaden z nich nie wykonuje przecież wszystkich rodzajów oznaczeń. Rozporządzenie zakłada, że badanie mogą być wykonywane przez dany ośrodek, jeżeli jest w nim przeprowadzanych co najmniej 150 takich badań w roku. Wiadomo że doświadczenie diagnostów zatrudnionych w danym ośrodku ma niewątpliwe znaczenie w całym procesie diagnostycznym, szczególnie w chorobach specyficznych, w patomorfologii, czy też w mikrobiologii. Dlatego właśnie pojawiła się kwestia oceny i weryfikacji jakości diagnostyki prowadzonej w tych ośrodkach. Każda odmiana badania, że tak to pozwolę sobie sformułować jako mikrobiolog, musiałaby być oceniania w ośrodku referencyjnym, który wykonuje najwięcej tego rodzaju badań, jest wiarygodny, bierze udział w kontrolach międzynarodowych i dysponuje zapleczem eksperckim.

Red. Jak będą wyglądały kryteria wyłaniania takich ośrodków? Pytamy o to ponieważ rozmawialiśmy z osobami odpowiadającymi za jakość w laboratoriach hematologicznych i na terenie Polski, a przynajmniej Polski południowej, te laboratoria prowadzą wewnętrzną walidację swoich metod i robią to niezależnie od przepisów ogólnych i oprócz tego walidują swoje metody w ośrodkach zewnętrznych, zagranicznych. Zresztą bardzo w często zdarza się obecnie, że pojawiają się międzynarodowe programy walidacyjne dla konkretnych metod diagnostycznych. Czy one będą brane pod uwagę przy tworzeniu listy (sieci) laboratoriów, które będą miały prawo wykonywania konkretnych badań?

EP: Na pewno tak, takie certyfikaty i wyniki walidacji wewnętrznych z całą pewnością będę brane pod uwagę tyle tylko, że w chwili obecnej uczestnictwo w tego typu weryfikacji palcówek diagnostycznych jest ich dobrą wolą a nie ustawowym obowiązkiem. Przedstawiciele laboratoriów, o których Państwo mówią, wypracowali wspólnie metody wewnętrznej walidacji i podjęli współpracę, natomiast problem polega na tym, że powstaje wiele placówek, którym chodzi wyłącznie o zarobek, a nie o jakość. Najgorsze jest to, że te ostatnie, dając niską cenę, sprzedają świadczenia lekarzom nieświadomym tego, że otrzymują wynik niekoniecznie rzetelny. Żeby to wszystko wyjaśnić, musi powstać ośrodek, który będzie dawał przyzwolenie na wykonywanie tych badań. Taki ośrodek musi być rzetelnym, sumiennym, uczciwym laboratorium, opierającym się na wiarygodnych metodach, prowadzącym zarówno walidację wewnętrzną, jak i zewnętrzną. W diagnostyce molekularnej  mamy również do czynienia z metodami „home made”, czyli przygotowanymi samodzielnie. Wedle nowej ustawy o wyrobach medycznych laboratoria nie mają prawa do posługiwania się nimi. Możemy walidować metody na takiej zasadzie, na jakiej waliduje się leki farmaceutyczne czy odczynniki, dlatego wydaje mi się, że dla świętego spokoju powinniśmy kupować odczynniki komercyjne, a nie robione domowymi sposobami.

Red.: Tutaj wyłania się następny problem, Pani Prezes, w genetyce molekularnej można kupić testy komercyjnie,  które mają odpowiednią walidację. Jednak na przykład w zakresie całej hematopatologii takich testów w ogóle nie ma. Wszystkie do tej pory wykorzystywane testy są właśnie, jak to nazwał profesor Jassem, „home made”. Poza tym trudno będzie zwalidować najdokładniejszą metodę, której używa się w diagnostyce molekularnej, czyli sekwencjonowanie. To jest metoda, dzięki której potrafimy absolutnie bezwzględnie określić mutację, a ona w świetle nowych przepisów jest jak najbardziej „home made”. Do tej pory była postrzegana jako referencyjna, całkowicie nadrzędna, w zasadzie nawet walidująca inne. Czy uważa Pani, że mogłyby zostać dopuszczone do stosowania w diagnostyce testy „Home made”, które byłyby uprzednio i sprawdzane przez wybrane ośrodki oceniające i oraz ostatecznie zatwierdzane jako zgodne z dostępnymi komercyjnie? Przyjęcie en bloc założenia, że można wykorzystywać jedynie metody komercyjne, wydaje się niewykonalne. Cała diagnostyka w hematologii opiera się na testach, które są opracowywane w laboratoriach.

EP: Jeżeli powstaje taki problem, to należałoby go zgłosić. Po wprowadzeniu nowej ustawy o wyrobach medycznych do Izby nie dotarła taka informacja. Środowisko najwidoczniej nie reaguje i nie śledzi powstających aktów prawnych, Nikt nie powiadomił o tym Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, w Krajowej Radzie nie mamy przecież fachowców we wszystkich dziedzinach, wśród członków KRDL dominują specjaliści z diagnostyki laboratoryjnej (analityki) jest tylko trzech mikrobiologów. Diagności zajmujący się diagnostyką hematologiczną czy genetyczną powinni poinformować Izbę o problemach. Wtedy my możemy wystosować zapytanie do Ministerstwa i spróbować pomóc w wypracowaniu optymalnego rozwiązania. Najważniejsze jest postępowanie zgodnie z prawem. Jeżeli prawo jest nieczytelne, to musimy mieć stanowisko Ministerstwa i postępować zgodnie ze stanowiskiem. Ja nie umiem na to pytanie odpowiedzieć w tej chwili. Jeszcze raz powtórzę: jeśli środowisko dostrzega problem, to powinno z tym wystąpić do KRDL i my wtedy możemy powołać zespół wśród diagnostów działających w danej specjalizacji, wystosować zapytanie do Ministerstwa albo opracować, wraz z prawnikami stanowisko, jak zaistniałą sytuację rozwiązać dla dobra pacjentów. Możliwe, że trzeba będzie dotrzeć do twórców ustawy, a nawet, jeśli okaże się to niezbędne, starać się o jej znowelizowanie.

Red. Spotkaliśmy się z następującym przypadkiem: jeden z testów komercyjnych na określenie mutacji występujących w raku jelita grubego, genie KRAS, był testem gorszym od większości testów „home made” w zakresie precyzji określenia tej mutacji. Został wycofany z rynku. Jak należy postąpić w takiej sytuacji? Firmy farmaceutyczne oczywiście będą zainteresowane wprowadzeniem swoich testów na rynek, co jest zrozumiałe, tylko jaką mamy pewność że ich testy są w stu procentach pewne? Jeśli chodzi o wspomniane wyżej sekwencjonowanie, które w świetle nowych zapisów jest jak najbardziej „home made czy ono również nie będzie mogło być stosowane w diagnostyce molekularnej? Czy ta metoda w ogóle „wyskoczy” z zestawu testów diagnostycznych w świetle tej ustawy?

EP: W świetle tej ustawy to już prawie „wyskoczyła”, to jest pierwsza rzecz. Jeśli ktoś coś robi, to robi albo na własne ryzyko, albo zgodnie z wymogami ustawy. Czyli tak jakby był producentem odczynników, z zachowaniem wszelkich norm jakości. Natomiast jeśli dostrzegacie Państwo taki problem, to musimy nad tym wspólnie popracować, uzgodnić stanowisko i wyjaśnić wszystkim diagnostom, jak mają postępować. W przypadku jakiejkolwiek ewentualnej rozprawy sądowej nie mają oni linii obrony. Jeżeli wspólnie opracujemy stanowisko, przy pomocy konsultantów w danych dziedzinach, którzy pod tym się podpiszą, jeżeli będziemy mieć przyzwolenie Ministerstwa, bo niezbędna jest współpraca z Departamentem Organizacji Ochrony Zdrowia i opinia Departamentu Prawnego, to postępowanie diagnostyczne z zastosowaniem danej metody będzie legalne. To jest podstawowa rzecz, nie możemy gdybać, musimy rozwiązywać problem. Jest problem? Proszę go zgłosić. Tworzymy zespół, rozwiązujemy problem. W przeciwnym wypadku lawirujemy cały czas na krawędzi prawa, a to może się źle skończyć dla poszczególnych diagnostów.

W przypadku niejasności aktów prawnych dotyczących diagnostyki musimy dysponować opinią Departamentu Prawnego Ministerstwa. Wtedy można powiedzieć: zrobiliście kolejny bubel prawny, który nie jest możliwy do zastosowania w rzeczywistości. Wciąż jeszcze można wszystko zmienić, tylko jeżeli diagności i genetycy nie zgłaszają problemów, to skąd ja mam o nich wiedzieć? Środowisko diagnostów wciąż, nad czym bardzo ubolewam, postrzega sprawę tak: z jednej strony jest Krajowa Izba, która coś ustala, a drugiej strony jesteśmy my, diagności. Powinniśmy przecież współpracować. Izba nic nie robi sama, nie mając za sobą środowiska

Red: Mamy jeszcze jedno pytanie, które dotyczy z kolei szkolenia diagnostów; jest ono przez wielu naszych czytelników zgłaszane. Czy proponowane przez Panią Prezes w artykule opublikowanym w Diagnoście zmiany oznaczają koniec studiów podyplomowych w zakresie analityki medycznej dla biologów, biotechnologów, chemików, zarówno tych z wykształceniem uniwersyteckim, jak i rolniczym? Czy nie będą oni mogli w świetle nowego postanowienia uzyskać tytułu diagnosty i tym samym będziemy mieli do czynienia z dodatkowym zawężeniem tej grupy?

EP: Niestety bardzo wiele osób z wykształceniem niezwiązanym ściśle z diagnostyką laboratoryjną, na przykład absolwentów biologii ogólnej czy weterynarii, kończyło później studia podyplomowe na, bądźmy szczerzy, rożnym poziomie (wieczorowe, eksternistyczne). Tacy ludzie często „wchodzili” do zawodu, a osoby z wykształceniem czysto kierunkowym nie mogły znaleźć pracy. Kierownicy laboratoriów zgłaszali Izbie, że osoby po studiach podyplomowych nie są kompletnie przygotowane do pracy w laboratoriach. Naszym celem jest, aby ten, kto pracuje w laboratorium, naprawdę znał się na swojej pracy. Niektóre kierunki, nawet biotechnologiczne, ukazują inną biologię i biotechnologię niż medyczną. Są uczelnie, które kształcą na kierunku biotechnologii medycznej i mikrobiologii medycznej, wiemy o tym że ich absolwenci są przygotowani do pracy w kierunku medycznym i nie można im ograniczać możliwości pracy w laboratoriach medycznych i diagnostycznych. Na kierunku analityka medyczna (nowa nazwa: medycyna laboratoryjna) nie ma przecież wystarczającej liczby godzin z biologii molekularnej i diagnostyki genetycznej, która jest teraz bardzo potrzebna, ponieważ diagnostyka laboratoryjna coraz ściślej wiąże się z diagnostyką molekularną.

W związku z tym, zmieniają się programy studiów i znosi się tradycyjne metody diagnostyczne oraz historię diagnostyki laboratoryjnej, aby zastąpić je zajęciami z genetyki i biologii molekularnej, chcemy osobom, które już podczas studiów ukierunkowują się na biologię medyczną czy mikrobiologię medyczną, umożliwić pracę w zawodzie diagnosty, bo oni są nam coraz bardziej potrzebni. Natomiast, naprawdę, z całym szacunkiem dla weterynarzy, biologów ogólnych czy chemików: oni uczą się na studiach zupełnie czego innego. Już nie przeprowadza się przecież analiz chemicznych w laboratoriach. Nie przelewamy zawartości z probówki do probówki, nie miareczkujemy i nie kalibrujemy metod ręcznie, bo to za nas robią aparaty. Teraz potrzebni są ludzie, którzy potrafią połączyć wyniki z klinicznymi stanem pacjenta i to jest podstawowa rzecz.

Red. Jak będzie wyglądać sytuacja biologów molekularnych, absolwentów starszych roczników, którzy w ramach studiów uzyskali specjalność z biotechnologii medycznej bądź biologii molekularnej, co często było dotąd synonimiczne?

EP: Wciąż pracujemy nad tą kwestią, zobaczymy jak do tego podejdzie Departament Nauki Szkolnictwa Wyższego Ministerstwa Zdrowia. Ja uważam że osób, które już są w zawodzie, nie można tracić, ale też nie możemy pozwolić na to, aby wchodziły do niego osoby zupełnie nieprzygotowane, zajmując stanowiska ludziom, mogącym, dzięki innemu podejściu, bardzo dużo dać pacjentom.

Red: Bardzo dziękujemy za rozmowę.

EP: Dziękuję.

image_pdfimage_print
p5rn7vb
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 30

  1. 1

    „osoby z wykształceniem czysto kierunkowym nie mogły znaleźć pracy”…
    znam kilka osób po analityce, które dodatkowo robią podyplomówkę z biologii molekularnej, żeby zwiększyć swoje szanse…bo analityka jest kierunkiem ubogim w metody molekularne…a te będą coraz intensywniej wykorzystywane w diagnostyce…
    biotechnolodzy nie mają problemów z biologią molekularną, to dla nich „chleb powszedni”, ale cóż z tego, skoro nie mogą znaleźć się wśród elity wpisywanej przez KIDL na listę diagnostów…
    ten system jest CHORY, nigdzie za granicą nie ma czegoś takiego, liczą się umiejętności a nie jakiś wymyślony tytuł.
    Myślałam że szykują się jakieś zmiany na lepsze, ale widzę że jest wręcz na odwrót, teraz będzie problem dla biotechnologów żeby nawet tą podyplomówkę zrobić z analityki…

    2 lata temu
  2. 2

    Jest jeszcze inny aspekt. Biotechnolodzy obecnie mogą specjalizować się na kierunku Analityka Biotechnologiczna (UR w Krakowie), jednak również nie uzyskują uprawnień diagnosty, bo lobby diagnostyków medyczny jest zbyt silne. Dlatego z całym szacunkiem dla Pani Prezes, ale to co mówi, nie ma w ogóle odniesienia do rzeczywistości.

    2 lata temu
  3. 3

    To bardzo ważny dla naszej branży wywiad. Pani Prezes opowiada o planach KIDL i ustawodawcy względem biotechnologów i diagnostów molekularnych. Zwracamy uwagę, że to ostatni dzwonek na zgłaszanie przez nasze środowisko uwag do nowej ustawy o diagnostyce. Prosimy o przesyłanie uwag bezpośrednio do KIDL.

  4. 4

    Czyli przyszłość polskiej biotechnologii medycznej i diagnostyki molekularnej jest żadna…. :-/

    2 lata temu
  5. 5

    Nie wygląda to dobrze. Wygląda na to, że osoby stanowiące prawo nie maja jakiegokolwiek pojęcia o specyfice pracy biologów molekularnych – co ciekawe KIDL zdaje sobie z tego sprawę i apeluje o przesyłanie uwag w ramach konsultacji przygotowywanych ustaw.

  6. 6

    Sama idea jest szczytna, ale nikt Pani Prezes nie uzmysłowił dotychczas, że diagnostyka molekularna jest ok. 20-30 lat za mikrobiologią i analityką kliniczną jeśli chodzi o sposób pracy. Nie ma analizatorów, nie ma NAPRAWDĘ DOBRYCH Kitów, a sposób analizy wymusza inne podejście do kontroli jakości. W związku z tym potrzebna jest też kadra wykwalifikowana w manualnej pracy, świadoma wszystkich aspektów badania kwasów nukleinowych, czyli biotechnoodzy. Niestety, nie jest to praca dla analityka- na wszelkie które podjęła Izba w tym kierunku jest o jakieś 5-10 lat za wcześnie!

  7. 7

    Kombi: oczywiście że lobby diagnostyków jest zbyt silne, przecież to jest ogromna kasa, same studia podyplomowej analityki medycznej to koszt kilkunastu tys zł (koszt wcale nie jest współmierny do wiedzy jaką można na tych studiach posiąść, ale to tak nawiasem), a późniejsze zdobywanie punktów edukacyjnych?? Przykładowo, punkty edukacyjne możesz zdobyć za zakup jednego z podręczników zalecanych przez KIDL…a diagności te punkty muszą zdobywać, chcąc diagnostami pozostać… To wszytko jest ogromna KASA, więc nie można pozwolić żeby jakiś tam biotechnolog z Rolniczego mógł tak po prostu zdobyć sobie uprawnienia diagnosty, prawda?…

    2 lata temu
  8. 8

    Magdo, akurat tu się nie zgodzę. Jestem w dość dziwnej sytuacji, bo będąc na podyplomówce sama prowadziłam zajęcia na doktoracie i orientuję się jaki jest koszt zajęć- licząc honorarium wykładowcy, salę (bo za czas zajęć np. w szpitalu uczelnia płaci). Do tego dochodzą zajęcia praktyczne, których trochę po zsumowaniu my w Poznaniu mieliśmy. Fakt że różnie bywało z warunkami, ale myślę że po obliczeniu tego wszystkiego zostaje max 1/2 dla uczelni. Ilość studentów na roku jest stosunkowo niewielka, ok. 20 osób. To daje 160 tys zysku w ciągu 2 lat. Niby dużo, ale jak na to czym obracają uczelnie- pryszcz. Kształcenie ustawiczne raczej też nietrafiony przykład. Już bardziej specjalizacje. Ale tu chodzi o coś zgoła innego: o uzasadnienie konieczności istnienia analityki medycznej jako kierunku studiów gdy w branży, coraz bardziej zdominowanej przez analizatory i nie mogącej się wybić jako profesja równorzędna lekarzom po prostu nie ma miejsc pracy.

  9. 9

    dobrze, zostawmy kwestie finansowe, aczkolwiek podejrzewam że warunki w Poznaniu a w Krakowie są trochę inne;
    ja nie zastanawiam się nad sensem istnienia analityki medycznej, ja się zastanawiam nad bezsensem studiów biotechnologicznych, skoro i tak nie ma po nich w Polsce pracy, mimo że są miejsca gdzie biotechnologia jest na co dzień stosowana (mam na myśli laboratoria diagnostyczne)…ale co z tego, skoro biotechnolog może w takim miejscu pracować na stanowisku równorzędnym technikowi…mimo że biotechnolog sam wykona oznaczenia, jest potrzebny diagnosta, który podpisze wynik i przybije pieczątkę
    a ta pieczątka już wiele zmienia jeśli chodzi o miesięczną pensję…
    dla młodych ludzi kończących biotechnologię, jako perspektywa pozostaje do wyboru albo doktorat albo wyjazd za granicę

    2 lata temu
  10. 10

    Diagnosta po UR? to przecież jakaś kpina, aby pracować w diagnostyce trzeba mieć pojęcie o klinicystyce, którego biolog lub biotechnolog nigdy nie nabędzie, bo programy studiów, nawet te biologie czy botechnologie medyczne, nie mają tego zbyt dużo lub wcale.Studia medyczne to ostra jazda, natomiast biologia czy biotechnologia, widząc ile czasu mają moi znajomi, to jakaś zabawa.

    2 lata temu
  11. 11

    Panie Diagnosto, to w takim razie powiedz mi, czy umiałbyś przeprowadzić reakcję Real-Time PCR w celu określenia poziomu wirusa HBV u swojego pacjenta? Czy potrafisz zastosować testy molekularne do diagnostyki mutacji w materiale genetycznym pacjenta, mogące świadczyć o różnych chorobach? Ile razy w życiu przeprowadzałeś reakcję PCR albo sekwencjonowanie DNA?
    te testy są potrzebne w diagnostyce, chociaż może ci się wydawać że tylko twoje studia, „medyczne” jak to określiłeś, są coś warte..

    2 lata temu
  12. 12

    Widać, że diagnosta nie ma pojęcia o toku studiów na biotechnologii. Nie wiem jak biotechnologie na uniwersytetach i UR-ach, ale na biotechnologii medycznej mieliśmy także przedmioty tj biochemia kliniczna, patomorfologia czy symptomatologia kliniczna. U nas najbardziej obijał się licencjat z analityki medycznej. Nawet na zajęciach z mikrobiologii na początku ćwiczeń kazano nam dobrze sprzątnąć stoły, bo przed nami był licencjat analityki i nie wiadomo, co oni tam zostawili na tych stołach (hasło prowadzącego). Wszystko zależy od uczelni.
    A co do podyplomówki w Krakowie – zgadzam się z Magdą. Też tam byłam i nie mam dobrego zdania o tym co robiliśmy.

    2 lata temu
  13. 13

    Hej wszystkim. Jestem biologiem ze specjalnością biologia molekularna. Następnie zrobiłem doktorat na Wydziale Lekarskim z mikrobiologii i uzyskałem tytuł doktora nauk medycznych. Prowadzę zajęcia dydaktyczne dla studentów medycyny, stomatologii oraz, a jakże, też dla analityki medycznej (przypominam że jestem biologiem). Najlepsze jest to, że prowadzę też zajęcia dla diagnostów laboratoryjnych, którzy specjalizują się w mikrobiologii (znów przypominam że jestem biologiem). A teraz najlepsze – mimo że mam wystarczająco dobre kwalifikacje żeby nauczać studentów kierunków medycznych, a także już samych diagnostów na specjalizacji (czyli tych którzy mają już prawo wykonywania zawodu i swoją pieczątkę i prawo do nadzorowania czynności diagnostycznych wykonywanych przez biologów), sam nie mogę uzyskać wpisu na listę KIDL. Moje kwalifikacje okazują się być wtedy niewystarczające. Czy to nie jest kuriozalne?
    A prawda jest taka, że w swietle prawa analityka medyczna nie jest kierunkiem studiów klasyfikowanym jako medyczny. Na zachodzie Europy nie istnieje taki kierunek studiów. Tam czynności diagnosty wykonują biolodzy czy chemicy, a tamtejszy poziom usług medycznych jest daleko lepszy niż w Polsce. Dziwne to wszystko, prawda?

    2 lata temu
  14. 14

    Jak nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze.

    2 lata temu
  15. 15

    hej drogi mikrob , jeżeli to prawda , to nieźle ….. zastanawiam się jaki sens ma studiowanie biotechnologi , w tym kraju ….(mam zamiar , ale się waham) jak nie biotech , to co studiować tutaj?? chyba chemie i iść do przemysłu … a mnie bardziej interesuje mikrobiologia i biochemia itp. Nie podoba mi się to co się dzieje , zabawne to jest jak Pan diagnosta się wywyższa ;D,ale coś zamilkł ;D a dla mnie jak i dla pracodawcy powinno się liczyć co umiem a nie jaką uczelnie kończyłem i jakie lobby mnie wspiera . Polska dziki kraj

    2 lata temu
  16. 16

    Do MMM.
    Tak, to co napisałem jest prawdą. Takie mamy przepisy prawa i już. Jako mikrobiolog mogę przynajmniej pracować naukowo. Dydaktyka jest dodatkiem do nauki. Ale przykro jest nauczać diagnostę, a potem nie mieć prawa wykorzystać swojej własnej wiedzy do autoryzacji wyniku badania, podczas gdy On może. Teoretycznie wiem więcej, ale mam mniejsze uprawnienia (a właściwie nie mam ich wogóle).

    2 lata temu
  17. 18

    @Mikrob: ty możesz chociaż aplikować na specjalną specjalizację w Szczecinie, która wykorzystuje lukę prawną konkretnie w przypadku mikrobiologów…

  18. 19

    Marzeno, masz rację. Tą specjalizację przepchnęli mikrobiolodzy, którzy i tak najchętniej uwolniliby się spod skrzydeł KIDL. Specyfika pracy mikrobiologa jest zbyt różna od typowo analitycznej. Brakuje też specjalistów mikrobiologów, a diagności nie za bardzo chcą się specjalizować w tej dziedzinie, a biolodzy czy biotechnolodzy nie mogli, bo nie są diagnostami

    2 lata temu
  19. 20

    Dziękuje za informacje . Hej Włatco Polimerazy ciekawy artykuł , szkoda że nie ukazuje pozytywnych perspektyw, muszę więc się zastanowić czy rozpoczynać te studia czy może jakiś pokrewny kierunek , w każdym razie szukam cały czas informacji na temat studiów chemicznych , biochemicznych itd i puki co częściej znajduje niestety te bardziej pesymistyczne wiadomości , no nic . Mam pytanko jakie perspektywy dają studia mikrobiologiczne , bez robienia doktoratu ( przecież to nie jest takie łatwe ; D ) , chodzi mi o to gdzie konkretnie można szukać pracy ( nie to co piszą w opisie kierunku na uczelni , tylko pytam o realia ) i czy w ogóle jest ta praca ?? bo jak przeglądam portale z ofertami pracy to .. no cóż ..
    z góry dziękuje ; D

    2 lata temu
  20. 21

    Specjalizację otwarto, bo Prezes KIDL jest mikrobiologiem. Może warto @Mikrob, żebys zrobił specjalizację w tym Szczecinie ;)

  21. 22

    Ktoś wie co oznacza, że „wciąż pracują nad tą kwestią” (ostatnia wypowiedź)? Można się spodziewać, że kiedyś coś wypracują? I co to będzie, jakaś większa selekcja przy rekrutacji na podyplomówkę, czy jakieś specjalizacje dla nie-diagnostów, które można realnie zrobić?

    2 lata temu profil
  22. 23

    Wiesz @MMM, najlepiej wyjechać na studia na dobry uniwersytet zagraniczny. W Polsce wiele kierunków też jest OK, ale wtedy trochę trudniej się dostać za granicą na doktoranckie. Po magisterce naprawdę warto wyjechać i zrobić doktorat i pobyć trochę na postdocu na jakiejś dobrej uczelni.

  23. 24

    Skopiowałam, bo nie chce mi się powtarzać ;p
    Po pierwsze to nie oszukujmy się, że dwuletnia podyplomówka ma się nijak do 5-letnich studiów magisterskich, więc nie dziwię się, że w ciągu tych dwóch lat nie zdobyłaś/eś jakiejś oszałamiającej wiedzy czy umiejętności. Wiem od koleżanek jak takie zajęcia wyglądały, bo pożyczałam im swoje materiały i wymieniałyśmy się doświadczeniami. I powiem szczerze, że po takim ‘ przygotowaniu’ bałabym się podpisać się pod jakimkolwiek wynikiem ;/ KIDL też zdał sobie sprawę z tego, jakich diagnostów po tych podyplomówkach się wypuszcza, stąd takie, a nie inne decyzje. Podobnie jak krk nie rozumiem czemu z pracy laboratoryjnej zrobiono jakieś absurdalne wyjście ewakuacyjne dla absolwentów kierunków takich jak biologia, biochemia… ( co innego osoby po studium, które miały realny kontakt z pracą w labie!). Macie tyle możliwości, np. mikrobiolodzy po UŁ- praca w firmach farmaceutycznych, spr czystości leków, kosmetyków, oczyszczalnie, przemysł spożywczy, chemiczny, zostanie na uczelni, a zabieracie miejsca osobom dedykowanym do pracy laboratoryjnej ( jak sama nazwa mówi Oddział Medycyny Laboratoryjnej). To strasznie frustrujące kiedy studia kończy garstka osób ( 28), a w ciągu pół roku pracę w zawodzie znajduje 1 osoba i to nie jest kwestia złego szukania czy bycia mało obrotnym. Poza tym nie czuję się gorsza od szanownych biotechnologów w kwestii biologii molekularnej, na UM Łódź, gdzie studiowałam jest kładziony na nią duży nacisk, ma w tym udział nasza obecna pani Prodziekan. Tzw. praktyczna nauka zawodu- samodzielne przeprowadzanie diagnostyki od a do z. Techniki rflp, nested, multiplex no i oczywiscie rt i real time. Sama dostałam się d programu, gdzie zajmowałam się badaniami w oparciu o metody biologii molekularnej i hodowle kom. i uwierz mi, że wiele nowych rzeczy tam się nie nauczyłam… bo już je znałam ze studiów. Ale i tak doceniam tę szansę za doświadczenie. Ja mam w tej pracy doświadczenia, ale co przeciętny diagnosty… nie umie czytać? Przecież masz instrukcję, przepis, dobierasz primery, pipetujesz? Nie wiem w czym ta filozofia? W odczytaniu wyniku? Gdzie homozygota zmutowana, gdzie 2 prążki gdzie 1? Ct? Czy sprawdzić cell index? To jest kwestia wprawy i przeszkolenia, szeroko rozumianego obycia. Biotechnolodzy na pewno też z marszu nie siadają do mikroskopu i nie liczą KO czy nie oglądają osadów komentarza

    2 lata temu profil
  24. 25

    Esme: trochę pokory. Powinien cię kiedyś ktoś naprawdę przetestować z twojej wiedzy praktycznej w biologii molekularnej. Może i miałaś/łeś diagnostyką laboratoryjną przez 5 lat, ale biotechnolodzy te 5 lat właśnie uczyli się biologii molekularnej. Nie wystarczy umieć czytać – dobry lab zweryfikuje każdego takiego „czytacza” który załamie ręce jak dostanie metodykę do optymalizacji na nowym KIT’cie (i protokołu do przeczytania wtedy nie będzie bo trzeba zrobić go ab ovo!) albo sekwenogram do odczytania (tu się też „czytanie” nie obroni).
    Jak dla mnie dobry, zdolny pracownik sam udowadnia swoją wartość – jeśli jest do bani diagnostą to wyleci z roboty, podobnie jeśli jest do bani biotechnologiem. Nie potrzeba sztucznie ograniczać dostępu do zawodu bo tracą na tym pacjenci.
    Dla pocieszenia dodam, że analityk też może być REPem, może też pracować w chemii analitycznej i mikrobiologii żywności, a nawet w kosmetologii. Podobnie jak biotechnolog.

  25. 26

    Nie do końca chyba się precyzyjnie wyjaśniłam i zbyt emocjonalnie podeszłam do tematu. Dlatego przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam, ale takie mam zdanie. Ostatnio nagminnie spotykam się z roszczeniową postawą przedstawicieli innych kierunków. Ale po to świadomie skończyłam studia o nazwie analityka medyczna, żeby pracować w labie medycznym, jakbym chciała robić coś innego to bym inaczej się ukierunkowała. Niestety mam porównanie z innymi kierunkami i uważam, że ilość pracy, jaką wkładają studenci analityki jest nieporównywalna.
    Ja nie uważam się za alfę i omegę i mam duży szacunek do wielu dobrych specjalistów, z którymi miałam okazję pracować, w tym też techników analityki, którzy niejednokrotnie mają doświadczenia, więcej niż my lat. I chylę czoła przed takimi osobami. Ale słysząc o przypadkach osób po biotechnologii na uniwerkach czy akademikach rolniczych, gdzie z kliniką nie mięli za grosz do czynienia, mam prawo czuć rozczarowanie.
    Nie uważam, że wszystko umiem, wręcz przeciwnie, jeśli chodzi o biologię molekularną ( ale nie tylko), to jest to ciągła praca nad sobą i trzeba nadążać za nowościami, ta dziedzina ciągle się rozwija. Ale nie można z góry zakładać, że jak diagnosta to do bani z technik molekularnych. Bo w czasie stażów czy praktyk spotkałam osoby po biotechnologii, które wykładały się na podstawach. Albo biologów po podyplomówce z analityki, którzy z całym uporem liczą promielocyty zasadochłonne… wiem, że nie ma co generalizować, ale takich przypadków naprawdę jest bardzo dużo. Owszem jakość sama się broni, ale prawda jest też taka, że mało jest miejsc pracy…

    2 lata temu profil
  26. 27

    przepraszam za literówki, ale to wina autokorekty

    2 lata temu profil
  27. 28

    Jako biotechnolog pracujący w labie analitycznym nad moczami i rozmazami, chętnie zamienię się z analitykiem pracującym w mikrobiologii lub biologii molekularnej. ;)
    Zdaję sobie sprawę z tego, że po kilku latach pracy w czymś o czym nie miałam pojęcia zanim zaczęłam pracować (a i teraz mam nikłe, chociaż staram się nadrabiać w miarę możliwości) nadal jestem w tym kiepska. Dobrze, że mam cierpliwą panią kierownik, która spokojnie odpowiada na wszystkie moje pytania i wątpliwości. O zgrozo, po tylu latach pracy poza zawodem niewiele też pamiętam ze studiów biotechnologicznych. Jednak, gdy zaraz po studiach (i to nie po Uniwersytecie Rolniczym, tylko Medycznym) szukałam pracy w zawodzie, nikt nie chciał mnie zatrudnić, nie pytając nawet, co umiem, a jedynie o tytuł diagnosty! Tam gdzie pracuję dostałam się przypadkiem, bo akurat 2 osoby odeszły i na gwałt potrzebowali rąk do pracy. Kogokolwiek, kto ogarnie instrukcje i pipetę. I tak już zostałam, bo wszyscy wiemy, że lepsza jakaś praca niż żadna.
    Oczywiście, że analityce mają swoją działkę, w której są dużo lepsi niż inni. Ale niech się jej trzymają i dadzą żyć i pracować nowym kierunkom. Kiedyś to lekarze wszystkie badania robili sami i pewnie też nie byli zachwyceni, że nagle im wyrósł jakiś nowy kierunek i do tego jego absolwenci uważają, że wiedzą coś lepiej! A teraz lekarze mają swoją działkę a analityce swoją. Mam nadzieję, że kiedyś rynek laboratoryjny też się „poukłada”.

    2 lata temu
  28. 29

    Aha, czyli o ile dobrze zrozumialem Twoja wypowiedz, to jak krew, kal i mocz, czysta analityka ogolna to do tego jest potrzebny diagnosta. A biotechnolodzy sa stworzeni do wyzszych celow i bardziej odpowiednich dziedzin? Co za glupota. Takie szufladkowanie. Nie rozumiem dlaczego praca diagnosty mialoby sie ograniczac do analityki czy biochemii. To po co w takim razie ksztalcenie w pozostalych kierunkach? Sam pracuje juz troche w zawodzie, najpierw trafilem do labu wieloprofilowego i musialem przejsc przez wszystkie pracownie i o dziwo najgorzej mi szlo i najwiecej mojej pracy wymagala wlasnie analityka ogolna hehe ;). Prawda jest taka, ze analityki tak, jak hematologii czy cyto nie da sie ‚nauczyc’ na studiach, fakt podstawy sie zdobedzie ( dlatego lepiej miec pracownika, ktory chociaz ma te podstawy niz go uczyc od 0),ale to trzeba sie opatrzec. Ja sam robie specke z mikrobow i nie wyobrazam sobie, zeby robic cos innego. Mam na pracowni na praktykach dziewczyne po IV roku mikrobiologii i po analityce i mam porownanie. Powiem tak, mialem duze oczekiwania wobec dziewczyny po stricte mikrobiologii. Jak sie okazalo, moze i maja program obfity w zagadnienia mikrobiologiczne, a dziewczynie nie brakuje pracowitosci to mimo wszystko widac, jak bardzo osobom spoza am-ow brakuje kontaktu z klinika i rutynowa diagnost. Dziewczyna po analityce zna schematy diagnostyczne, miala kontakt ze sprzetem w innych szpitalach, mozna jej zadac prace, posadzic na stanowisku i robic swoje. Potrafi na podstawie wygladu kolonii czy zapachu wstepnie rozpoznawac. Jak jej

    2 lata temu
  29. 30

    Ucielo mi komentarz.
    Chodzi mi o to, ze dziewczyna po mikrobiologii moze i zna metody sprawdzania czystosci powietrza na halach przemyslowych czy lekow, ale to nie jest to czego ja oczekuje od pracownika w szpitalu. Swietnie, ze ma taka wiedze, ale to nie przeklada sie na bezpieczenstwo pacjentow. Ja musze poswiecic swoj czas na wyszkolenie sobie takiego pracownika. Ja rozumiem niezadowolenie innych kierunkow, ale nie do konca rozumiem to parcie na sektor labow medycznych. Tak w Polsce to jedyna opcja dla biotechnologow, gdzie biotechnologia powiedzmy nawet nie jest w powijakach, ale to nie jest wina analitykow, ze praktycznie na kazdej uczelni, wlacznie z KUL-em mozna skonczyc kierunek po ktorym nikt sie nie kwapi, zeby zapewnic prace absolentom. Tu nie chodzi o sam tytul. Tylko o roznice w wyszkoleniu. Analitycy maja zajecia w szpitalach, kontakt z pacjentem po to ,aby nie podchodzic tak przedmiotowo do tej pracy. To praca dla ‚fanatykow’ z pasja. I tacy ludzie konca te ciezkie studia. Ja np. nie wyobrazam sobie, zeby konczac analityke roscic sobie prawo tytulu lekarza, w koncu masa przedmiotow sie pokrywa, nie jedynch ,jak hematologia, immunologia czy mikrobiologia analitycy maja wiecej, a kliniki zrobiloby sie podyplomowo. To ten sam absurd moi drodzy.

    2 lata temu
  30. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

do góry