Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 04 stycznia 2014

Liczba komentarzy: 0
Biotechnologia „zrób to sam”

Autor wpisu

Przyzwyczailiśmy się, że naukę uprawiają naukowcy. Siwi, z obłąkańczym błyskiem w oku, zamknięci w supertajnych laboratoriach, a przecież dr Emmet Brown z „Powrotu do Przyszłości”, stanowiący archetyp naukowca w kulturze popularnej, zajmował się nauką w sposób chałupniczy. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach możliwość osiągnięcia czegoś w nauce jest dostępna także dla tych, którzy nie posiadają ani gigantycznych nakładów inwestycyjnych, ani wykształcenia kierunkowego. Pracują w kuchni, w garażu czy też na jachcie. Tak naprawdę potrzebny jest tylko cel.

1. W poszukiwaniu terapii

Poszukiwanie wiedzy o chorobie bliskiej osoby stanowi najwyższy cel. Pragnienie pomocy dziecku napędza wielu rodziców do samodzielnego zgłębiania wiedzy o biochemii i genetyce. Jeżeli nie słyszeliście o filmie „Olej Lorenza”, proponuję nadrobić zaległości.  Jest to historia słynnej w latach osiemdziesiątych walki Michaeli i Augusta Odone o przedłużenie życia ich syna, chorego na rzadką demielinizacyjną chorobę neurodegeneracyjną — adenoleukodystrofię (ALD). Państwo Odone przez kilka lat studiowali jako biochemicy-samouki chorobę syna, by w końcu opracować najlepszą obecnie formę terapii tego schorzenia, dietę suplementowaną mieszaniną oleinianu i estru kwasu erukowego, zwaną do dziś „olejem Lorenza”.

Podobną walkę przy użyciu dostępnych dziś narzędzi do analizy genomu prowadził niedawno Hugh Rienhoff, ojciec  Beatrice, chorej na nietypowe zwiotczenie mięśniowe z cechami zwłóknienia chrzęstnego. Ojciec, z wykształcenia biolog molekularny, przesekwencjonował genom córki i niczym śledczy na poddaszu swojego domu- powoli, własnoręcznie, analizował sekwenogramy. Zawężał krąg genów podejrzanych o spowodowanie choroby, aż w końcu udało mu się namierzyć szlak sygnalizacji TGF-beta i „złapać” mutację odpowiedzialną za chorobę córki. Podobne badania, prowadzone przez zdeterminowanych członków rodzin chorych, prowadzą do odkrywania nowych terapii, pomagających kolejnym cierpiącym dzieciom.

2. W poszukiwaniu korzeni

Coraz więcej firm na Zachodzie oferuje usługi, polegające na śledzeniu pochodzenia osobnika na podstawie sekwencji jego genomu. Sekwencjonowanie tanieje (obecnie kosztuje około 4-5 tysięcy dolarów za genom), sporo Amerykanów może sobie więc na to pozwolić. Co więcej, może też spróbować samodzielnie zanalizować swoje drzewo genealogiczne, bo istnieje  już cała społeczność skoncentrowana na przykład wokół blogu Dodecad, która konstruuje i dopracowuje narzędzia, umożliwiające takie analizy. Może i Wasi praprapradziadkowie byli Żydami Aszkenazyjskimi? A może macie dawno już niewidoczne fenotypowo naleciałości polinezyjskie lub południowo-afrykańskie? By się o tym przekonać potrzebna jest sekwencja genomu, odrobina know-how i komputer osobisty z dostępem do sieci.

3. W poszukiwaniu rozrywki i samorealizacji

Chałupnicze uprawianie biologii molekularnej przypomina w dzisiejszym kształcie pierwsze ruchy hakerskie XX wieku. Pojawiło się zupełnie nowe narzędzie, które można zastosować poza jednostkami uniwersyteckimi, a które oferuje nie znane wcześniej możliwości eksploracji świata. Tak jak hakerzy zmienili akademicką sieć ethernet w globalną sieć www, tak DIYbio (ruch którego nazwę można po polsku tłumaczyć jako „biotechnologia zrób to sam”) zaczyna przekształcać nasz sposób postrzegania nauk o życiu. Stawianą za przykład działaczką ruchu DIYbio jest Kay Aull , która w swoim domu stworzyła najmniejsze laboratorium biologii molekularnej na świecie. To już nie jest praca in silico, ale pełnoprawny „mokry lab” — Kay kupiła na Ebay’u za niecałe 60 dolarów termocykler, zainstalowała go w schowku we własnej sypialni (!) i prowadzi tam eksperymenty z zastosowaniem transformowanych bakterii E. coli. Robi to hobbystycznie, wierząc że wiekopomnych odkryć może dokonywać każdy.

Nowe horyzonty otwierają się także przed tymi, którzy w sieci czerpią frajdę z gier logicznych. Bez znajomości zaawansowanej chemii organicznej mogą oni na przykład przyłączyć się do projektu EteRNA, czyli badań nad modelowaniem struktur RNA, a nawet uczestniczyć w zawodach, w których stworzone in silico przez partycypantów teoretyczne modele cząsteczek są testowane przez naukowców in vitro! Inne narzędzie, Phylo, w którym gracz dopasowuje do siebie fragmenty sekwencji genomu różnych organizmów, służy szkoleniu algorytmów filogenetycznych, wprowadzając innowacje w genomikę strukturalną.

Transformowane bakterie we własnej sypialni? Czemu nie!
Źródło: Wikimedia Commons, licencja CC0
Narzekacie, że biotechnologia w Polsce się nie rozwija? Nie macie pomysłu na pracę po studiach? Może zamiast bezskutecznie szukać praktyk, spróbujecie rozwijać kreatywność i biologię molekularną nie ruszając się z domu? Jest szansa, że przyniesie to nieoczekiwane, innowacyjne (oraz korzystne finansowo) efekty!

Piśmiennictwo:

Callaway E. The rise of the genome bloggers. Nature, 2010; 468, 880-881.

Maher B. Personal genomics: His daughter’s DNA. Nature, 2007; 449, 773-776.

Ricks D. Dawn of the BioHackers. Discover Magazine, 2011; 5 October.

image_pdfimage_print
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 0

Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu, napisz coś!
  1. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

do góry