Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 22 października 2010

Liczba komentarzy: 1
Biotechnolog – specjalista czy laborant?

Jeżeli poważnie myślisz o rozwoju kariery naukowej, zastanów się, zanim rozpoczniesz pracę na którejkolwiek z uczelni  medycznych w Polsce. Dla lekarzy tam pracujacych  biotechnolodzy i biolodzy medyczni to tania siła robocza w randze niskiej klasy laborantów.

Od paru lat obserwuję w polskiej biologii i biotechnologii medycznej bardzo szkodliwy, ale i bardzo powszechny trend związany z postrzeganiem biotechnologów i biologów medycznych przez lekarzy, jako laborantów. Efektem tego sposobu myślenia jest nie tylko brak rozwoju zawodowego i naukowego specjalistów od medycyny molekularnej, którzy nie są lekarzami, ale i coraz mniejsza wiara w siebie biotechnologów medycznych i diagnostów molekularnych, którzy utknęli na stanowiskach naukowo technicznych. W wielu jednostkach uczelni medycznych osobom takim odmawia się zarezerwowanych wyłącznie dla lekarzy stanowisk asystenckich, ogranicza możliwość robienia habilitacji, udziału w konferencjach, a wypłacane pensje są upokarzające.

W Polsce, zamiast właściwie poprowadzonej ścieżki kariery i mądrego rozwoju zawodowego,

Biotechnologu
czy dla lekarza, z którym wspołpracujesz, jesteś partnerem, czy laborantem..
którym powinien kierować bezpośredni przełożony, w sytuacji, kiedy szefem biotechnologa jest lekarz – rozwój naukowy biotechnologa czy biologa medycznego jest zazwyczaj skazany na niepowodzenie.

W Polsce jest  rzeczą bardzo powszechną, że pracujący na uczelniach medycznych biotechnolodzy marnują swoje umiejętności, zajmując się nie wysokiej klasy badaniami naukowymi, czy opracowywaniem nowych metod diagnostycznych, ale najzwyklejszą podrzędną diagnostyką i pipetowaniem, które z powodzeniem mógłby wykonać technik.

Brak wsparcia we właściwym rozwoju zawodowym ze strony szefów-lekarzy, skutkuje dla biotechnologów czy biologów molekularnych bardzo poważnym obniżeniem szans na rynku pracy, w tym zmniejszeniem szans na odbycie wysokiej klasy treningu zagranicznego na stażu po doktoracie.

Przyszły pracodawca nie będzie zainteresowany kandydatem, który przez kilka lat się nie rozwijał i tkwił po uszy w diagnostyce, zresztą nic  poza pustką w kieszeni z tego nie mając – ani publikacji, ani projektów badawczych, habilitacji, czy choćby dorobku w postaci prezentacji wyników na dobrych, międzynarodowych konferencjach.

Jest to konsekwencja faktu, że lekarze nie inwestują w biologów molekularnych i biotechnologów – nie mając specjalnego pojęcia o tym co sie dzieje w ich laboratorium diagnostycznym, nie tylko nie rozumieją na czym polega praca w laboratorium molekularnym, ale nie widzą specjalnej różnicy pomiędzy panią myjącą szkło, czy barwiącą preparaty, a biotechnologiem. Dla nich to tej samej klasy laboranci, w których rozwój nie warto inwestować.

Sytuacja gdzie na uczelniach medycznych biotechnolodzy i biolodzy medyczni nie są traktowani jak partnerzy, ale jak niskiej klasy laboranci, jest bardzo powszechna w całej Polsce.

Przykładem, że można jednak traktować diagnostów molekularnych inaczej, jest PAM w Szczecinie. Kilka lat temu widziałam, jak Prof. Lubiński współpracuje z biologami molekularnymi. Nie było różnicy w tym, jak traktował biologów medycznych i lekarzy zajmujących się diagnostyką molekularną. Niestety poza PAM nie znam w Polsce żadnych innych dobrych przykładów w tej sprawie…

Za granicą w dobrych ośrodkach zajmujących się biologią medyczną – np. w Karolinska Instituut, na jedną małą grupę badawczą dowodzoną przez lekarza, przypada pięciu biotechnologów lub biologów molekularnych i dwóch lekarzy, którzy nie tylko z nimi współpracują, ale są na pełnym etacie w laboratorium, do ich dyspozycji. W Polsce taka sytuacja jest nie do pomyślenia, a konsekwencje błędnej polityki prowadzonej na uczelniach medycznych ponoszą specjaliści od medycyny molekularnej.

W sytuacji, kiedy biotechnolog czy diagnosta molekularny zda sobie sprawę, że jego kariera na uczelni medycznej utknęła w martwym punkcie, nie powinien oczekiwać, że sytuacja się poprawi, że stosunek lekarzy do jego pracy kiedykolwiek sie zmieni. W takiej sytuacji powinien natychmiast pomyśleć o zmianie pracy, zanim uwierzy w to, co o czym są przekonani lekarze z którymi współpracuje –  że nie ma szans ani na habilitację, ani na żaden rozsądny  rozwój naukowy na uczelni medycznej, bo jest przecież tylko… laborantem.


image_pdfimage_print
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 1

  1. 1

    Ech, „zmienić pracę”, żeby to było takie proste… szczególnie że to część medyczna i nieprzewidywalność pojedynczych przypadków klinicznych fascynuje wielu „molekularnych”!

    Wracając do meritum ciekawe, że za lekarzami idą choćby koncerny farmaceutyczne, które adresują organizowane przez siebie konferencje wyłącznie dla lekarzy nawet jeśli połową zaproszonych osób są biologowie molekularni- formularze rejestracyjne są tak napisane, że domyślnie figuruje tam „lek. med.”…

    6 lat temu
  2. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

do góry