Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 13 czerwca 2012

Liczba komentarzy: 1
Efekt placebo – jak sami siebie oszukujemy

Autor wpisu

Efekt placebo znany jest od dawna. W XVI wieku szwajcarski lekarz Paracelsus pisał o wpływie nastawienia na skuteczność terapii. Dziś, efekt placebo niweczy wieloletnie prace nad nowymi lekami. Niejednokrotnie w badaniach klinicznych okazuje się bowiem, że są niewiele lepsze od autosugestii.

Zazwyczaj chory człowiek chce wyzdrowieć. Jego motywacja jest tak silna, że wystarczy podeprzeć ją odpowiednimi lekami, by stanął na nogi. Są jednak przypadki, że wystarczy sama motywacja, a żaden lek nie jest potrzebny.

Efekt placebo niweczy wieloletnie prace nad nowymi lekami
Dwa lata temu, w badaniach na University Medical Centre Hamburg-Eppendorf zlokalizowano prawdopodobne źródło przyczyniające się do występowania efektu placebo. Jakkolwiek metoda badań pozostawia wiele do życzenia (parzono delikwenta w ramię i smarowano maściami, jedna miała „pomagać”, druga nie), tak w efekcie, udało się namierzyć dezaktywację konkretnych neuronów rdzenia kręgowego, co powodowało ustępowanie uczucia bólu.

W podobnym czasie nakowcy z UCLA (University of California – Los Angeles) opublikowali wyniki pierwszych badań pokazujących genetyczne podłoże efektu placebo. Osoby ze specyficznymi genotypami COMT i MAO-A (ang. catechol-O-methyltransferase i monoamine oxidase: enzymy regulujące poziom jednej z grup neuroprzekaźników) mogą bardziej lub mniej ulegać złudzeniu placebo. Prawdopodobnie doczekamy się wiadomości o kolejnych neurotransmiterach odpowiadających za wzmacnianie lub osłabianie tego efektu.

Kolejnego ciekawego odkrycia dokonał zespół z Pacific Parkinson’s Research Center w Vancouver. Ich zdaniem najlepsze działanie efektu placebo uzyskuje się, jeśli powie się choremu, że jego szanse na wyleczenie wynoszą ok. 75% („mam duże szanse, uda się”). Powiedzenie o 100% szansach powoduje brak reakcji („na pewno wyzdrowieję”). 50% i mniej również nie przynoszą widocznych korzyści, ponieważ pacjent od razu spisuje się na straty („nie mam szans, za małe prawdopodobieństwo”).

Ponadto okazuje się, że nie wystarczy wziąć pigułkę z przeświadczeniem o jej działaniu. Istotne znaczenie ma też jej kształt i kolor. Naukowcy z University of Bombay doszli do wniosku, że im mniej przyjemne jest „leczenie”, tym lepsze efekty daje. Najlepiej, żeby tabletka była duża, czerwona i gorzka. Zupełnie dobrze w roli leku radzą sobie również dwubarwne zielono-brązowe lub czerwono-pomarańczowe kapsułki. Zdecydowanie „efektywniejsze” są dwie dawki, a nie jedna. Co więcej, od tabletek „skuteczniejsze” okazują się zastrzyki i to nie takie zwykłe domięśniowe ale te bardziej bolesne dożylne. Najlepiej, żeby do tego „lek” miał długą łacińską nazwę, był trudny do zdobycia i powodował skutki uboczne. Oczywiście, je także pacjenci odczuwają. Mało tego, placebo działa również, jeśli chory wie, że dostaje placebo. Doniesienia z laboratoriów Harvard Medical School’s Osher Research Center i Beth Israel Deaconess Medical Center nie pozostawiają wątpliwości. Symbole pigułki czy zastrzyku jako leków są silnie zakorzenione w ludzkiej podświadomości.

Pod koniec XX wieku lekarze posunęli się jeszcze dalej. Postanowiono sprawdzić jak działa efekt placebo w… chirurgii. Niewielkie nacięcia na skórze, kilka szwów wystarczy, by pacjent był święcie przekonany, że przeszedł niezwykle skomplikowaną operację i w związku z tym, czuł się dużo lepiej. Wiadomo, nie jest to metoda odpowiednia dla każdego schorzenia, jednak całkiem nieźle sprawdza się u chorych, np. na Parkinsona.

Ostatnio w Science Daily ukazał się artykuł o efekcie nocebo. To dokładne odwrócenie placebo. Pacjenci pesymistycznie nastawieni do leczenia, nie tylko nie odczuwają poprawy, ale ich stan wyraźnie się pogarsza pomimo leczenia. Dlatego tak ważne jest odpowiednie nastawienie. Jeśli powiesz śmiertelnie choremu, że nie ma już nadziei, zapewne umrze. Anegdotyczny już przypadek Pana Wrighta, jak i wielu innych, pokazuje, że nawet terminalny pacjent może wstać z łóżka i cieszyć się życiem. Oczywiście dopóty, dopóki ktoś nie zrujnuje jego przekonania o skuteczności podjętego leczenia.

Dziś, mądrzejsi w wiedzę kilkudziesięciu pokoleń wciąż nie jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać potencjału, jaki oferuje nam mózg. Wyniki kolejnych badań są coraz bardziej zadziwiające, jednak pełne mechanizmy odpowiadające za efekt placebo, pozostają wciąż tajemnicą. Można mieć jedynie nadzieję, że wyniki kolejnych badań nie zostaną zbojkotowane przez światowe koncerny, dla których jakby nie było, dane o zadziwiających możliwościach efektu placebo, są niewygodnie, by nie powiedzieć nieopłacalne.

 

Polecam wyszukiwarkę na stronie Science Daily, nieocenione źródło informacji o efekcie placebo.

http://www.sciencedaily.com/

 

image_pdfimage_print
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 1

  1. 1

    Czemu w artykule pojawiają się takie zwroty jak niweczenie prac nad nowymi lekami, czy uleganie złudzeniu placebo… ?

    Bo placebo ani nie niweczy pracy nad lekami, ani placebo nie jest złudzeniem.

    5 lat temu profil
  2. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

do góry