Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 04 lipca 2011

Liczba komentarzy: 2
Bogaty polski naukowiec — czy to możliwe?

Autor wpisu

Czy stwierdzenie „bogaty naukowiec” jest tak samo paradoksalne i wykluczające się jak „głupi mędrzec” czy „pesymistyczny optymista”? Czy na polskim gruncie naukowiec zawsze musi być kojarzony z pasjonatem w znoszonej marynarce, któremu do życia wystarczy tylko powietrze? Do polskiej rzeczywistości bardziej pasują słowa „biedny naukowiec” i takie określenie pokutuje już w naszych realiach od bardzo długiego czasu; zakorzeniło się w języku polskim tak dobrze, że stało się znakiem rozpoznawczym polskiego naukowca. Czy możliwe jest uczynienie z Polski finansowego eldorado dla naukowców? Czy wyrażenie „bogaty polski naukowiec” przestanie w końcu być oksymoronem?

Naukowców Polska posiada, potencjał, surowy materiał do dalszej obróbki, już jest. Na uczelniach, w instytutach, placówkach badawczych są nie pojedyncze jednostki, ale całe rzesze ludzi głodnych wiedzy, ludzi z wybitnymi pomysłami, uzdolnieniami, talentem do spektakularnych odkryć, z głową na karku. Często swoją poważną przygodę z nauką zaczynają już od kółek zainteresowań w gimnazjum. Opieka Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej i innych ośrodków sprawia, że stają się Młodymi Zdolnymi. Potem studia, jedne, drugie, konferencje, seminaria, staże, doktoraty i…. praca. Wtedy właśnie następuje zderzenie z rzeczywistością. Okazuje się, że ogromna wiedza i potencjał wcale nie są przekładają się na konkretne pieniądze. Tracimy tych naukowców, bo wolą oni wyjechać za granicę, żeby mieć nie tylko możliwość realizowania pasji, ale też satysfakcję, że za te długie lata nauki mogą sobie kupić wymarzone mieszkanie; wbrew pozorom nie samym powietrzem polski naukowiec żyje. Niektórzy zostają, bo nie mają wyjścia, pracują jak mrówki za niskie pensje, nieadekwatne do ich wiedzy, możliwości i wykształcenia, niektórym doktorat kurzy się na półce, a jeszcze inni poświęcają się dla takiej nauki, której wyniki po kolejnych udanych czy nieudanych eksperymentach lądują w szufladzie, bo właściwie zajmują się „sztuką dla sztuki”, nikomu niepotrzebnymi badaniami.

Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest cały czas istniejące przeświadczenie, że nauka to hermetyczny obszar oddzielony od życia społecznego i gospodarczego kraju. Z takim podejściem na zawsze pozostaniemy na szarym końcu i z pustymi kieszeniami. Właściwym kierunkiem, prowadzącym ku zapełnieniu tychże, jest zrozumienie, że nauka musi wejść w symbiozę z biznesem, marketingiem, z komercyjnymi firmami, a ośrodki przemysłowe, farmaceutyczne, biotechnologiczne, badawczo-rozwojowe i inne nowoczesne przedsiębiorstwa muszą być świadome tego, że bez innowacyjnych rozwiązań, jakimi dysponują naukowcy, znikną szybko z ekonomicznej mapy kraju. Placówki naukowe nastawione są na realizację badań, na produkowanie kolejnych publikacji, niekiedy patentów, na innowacyjność i prześciganie się w coraz to nowszych odkryciach, podczas gdy sektor komercyjny nastawiony jest głównie na zysk. Połączenie wiedzy z praktyką biznesową na wysokim poziomie to klucz do sukcesu dla obu stron.

Niektóre placówki naukowe powinny przestać tworzyć badania, które lądują w szufladzie i otworzyć się na potrzeby rynku, odpowiedzieć na nie i w nim znaleźć ujście dla naukowego potencjału. Jest mnóstwo zagadnień, którymi zainteresowany jest świat, między innymi globalne schorzenia: nowotwory, cukrzyca, uszkodzenia rdzenia kręgowego… stworzenie skutecznego leku na nie to murowany Nobel. Do umożliwienia prowadzenia podobnych badań naukowcom, niezbędne są ogromne środki finansowe, Polska zaś nadal w bardzo niewielkim stopniu korzysta z możliwości, jakie stwarza sektor komercyjny. Polski naukowiec niewiele wie o komercjalizacji wyników badań; nie wie czym jest zarządzanie projektem badawczym, obce są mu kwestie finansowania projektu przez Unię Europejską, rachunkowości. Nie ma pojęcia o tym jak przygotować wniosek projektowy, aby dostać na niego dofinansowanie. Polski naukowiec, mający własny zespół badawczy, zazwyczaj nie wie, że istnieją narzędzia komputerowe — programy takie jak MsProject, które pozwalają rozpisać kilkuletnie badania pod względem realizowanych zadań, zasobów ludzkich, budżetu, terminów, który pozwala na kontrolę zadania, na przewidywanie ścieżek krytycznych w projekcie i na wiele, wiele innych rzeczy. Nie tylko polski naukowiec tego nie wie, w większości instytutach, uczelniach nie ma działu zajmującego się zarządzaniem projektami badawczymi.

O niedostatecznej wiedzy placówek badawczych wiele mówią statystyki. Z 6 Programu Ramowego Polska odzyskała jedynie 54% środków finansowych, które były przeznaczone przez Unię na projekty badawcze, a z 210 nadesłanych do Programu wniosków o dofinansowanie, tylko 3 zostały pozytywnie rozpatrzone! Co także jest dość szokujące, większość polskich naukowców nie wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniom rynku; tylko 14% wszystkich badań w sektorze badawczo-rozwojowym jest praktycznie wykorzystywane w gospodarce, a reszta badań jest jedynie publikowana w specjalistycznych czasopismach naukowych o nie zawsze wysokim impact factor. Jeżeli już placówki badawcze decydują się na projekt badawczy odpowiadający na potrzeby rynku, to napotykają na problem w postaci znalezienia odpowiedniego źródła finansowania, a oprócz środków z budżetu państwa, które i tak przysługują tylko państwowym jednostką, i dofinansowania z obszaru prywatnego, nie wiedzą, w jaki sposób te środki pozyskać od Unii. Część polskich szkół wyższych, prywatnych stowarzyszeń przedsiębiorców organizuje studia podyplomowe, szkolenia, kursy z zakresu zarządzania projektami badawczymi. Większość z nich jest finansowana z Unii Europejskiej, a więc zupełnie za darmo polscy naukowcy (a także pracownicy administracyjni pracujący w sektorze badawczo-rozwojowym) mogą uzyskać stopień project managera, pozyskać wiedzę niezbędną do prowadzenia projektów badawczych, które kończą się sukcesem finansowym.

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zacząć od siebie, napełnić własne kieszenie i mieć przy tym satysfakcję z pracy w zawodzie, bez potrzeby uciekania się do rozwiązań obarczonych licznymi wyrzeczeniami.

image_pdfimage_print
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 2

  1. 1

    Zgadzam się z tym, że źródło problemu poniekąd bierze się z niewykształcenia umiejętności przedsiębiorczych. Martwi mnie dodatkowo fakt, że nawet jeśli działania w kierunku takiego rozwoju studentów są podejmowane, często okazują się nieadekwatne i po prostu, brzydko mówiąc „odwalane”.
    Cieszy mnie, że na moim wydziale, zamiast odtwórczej pracy licencjackiej, wprowadzono projekt badawczy. W trakcie trwania tego kursu uczyliśmy się, jak redagować informacje, nasze cele, układać kosztorysy, szukać źródeł finansowania. Niestety, nie wszystkie jednostki prowadzące przykładały się do tego z jednakową starannością 🙁
    Kolejną sprawą są zajęcia z zarządzania projektami i małym przedsiębiorstwem, nijak mające się do sektora biotechnologicznego… Że o wykładach z ochrony własności intelektualnej i prawie autorskim (tj. pozyskiwanie patentów) nie wspomnę. Informacje nam przekazane, przydadzą mi się na pewno, gdy będę chciała wydać książkę poetycką, ale o uzyskiwaniu patentu (poza tym, z czego się składa), wiem niewiele.

    6 lat temu profil
  2. 2

    Na Politechnice Śląskiej co kilka miesięcy są szkolenia z zakresu prowadzenia własnej firmy. Niewiele mogę o nich powiedzieć ponad to, że są, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia, ale ogłoszenia o nich, co jakiś czas pojawiają się na stronie uczelni.
    Mnie natomiast zastanawia inny problem. Czy chcemy mieć naukowca, czy marketingowca? Wydaje mi się, że albo jedno albo drugie: albo będzie świetnie promował marny produkt, albo marnie promował świetny produkt. Na obie te sprawy nie ma czasu. Sądzę, że problem nie tkwi w „niedouczeniu” naukowców, a w słabej współpracy ośrodków badawczych z komercyjnymi firmami. Naukowiec sam jeden niewiele jest w stanie zdziałać.

    6 lat temu profil
  3. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

do góry