Rejestracja

Please leave these two fields as-is:
UWAGA: Prosimy o rozwiązanie prostego równania matematycznego!
zamknij

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Jeżeli nie pamiętasz swojego hasła, wyślemy Ci nowe - wystarczy skorzystać ze specjalnego formularza
Przypomnij mi hasło

Zarejestruj się
Napisano: 27 stycznia 2012

Liczba komentarzy: 2
Czy Polska powinna być krajem wolnym od GMO? (I)

Autor wpisu

Polska często jest postrzegana jako kraj ludzi samozachowawczych, dla których wszystko co nie jest im od dawna znane, jest złe, w tym GMO — genetycznie modyfikowane organizmy. Czy masowy strach w odniesieniu do nich ma rację bytu? Czy Polska powinna stać się światową ostoją naturalnego rolnictwa?

Według art. 3 ustawy z dnia 22 czerwca 2001 r. o organizmach genetycznie zmodyfikowanych, GMO to organizm inny niż organizm człowieka, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych, wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji. Krótko mówiąc: omijamy tysiące lat ewolucji lub dziesięciolecia skrzętnego krzyżowania roślin. Nie zapominajmy, że w świecie roślin nie ma genetycznej blokady przepływu genów, więc możliwość osiągnięcia organizmu o cechach takich jakimi odznaczają się GMO, jest możliwe. W przypadku zwierząt sprawa nie jest już taka prosta. Jednakże należy pamiętać iż genom nie jest czymś stałym, jest bardzo labilny, zwłaszcza u niższych organizmów. Na upartego można by powiedzieć, że sami jesteśmy genetycznie zmodyfikowani przez różnorakie wirusy, które podczas milionów lat ewolucji wpisały się w nasz genom.

Przeciwnicy nieraz zgadzają się na genyfikowane organizmy w celu produkcji leków czy na przykład możliwości zaszczepienia się przeciw żółtaczce typu B lub grypie bez igieł — ot, wystarczy zjeść sałatę. To przecież służy ludziom, to dla ich zdrowia – tłumaczą. Ale troska o środowisko, zmniejszone zużycie pestycydów lub czasem zupełny brak potrzeby ich stosowania, zwiększona wydajność z hektara upraw, pozostawiająca miejsce na siedliska różnorodnych gatunków ptaków i innych zwierząt, pozwalające przetrwać zagrożonym gatunkom nie jest dla nich argumentem za, gdyż inaczej rozumieją słowo bioróżnorodność.

Należy zaznaczyć, że nie każdy organizm modyfikowany genetycznie to żywność GMO. W przypadku leków wykorzystuje się GMO, zazwyczaj bakterie lub drożdże, by produkowały żądane przez nas substancje — czyli fizycznie nie spożywamy tych organizmów tylko substancje przez nie wyprodukowane. Cała produkcja zachodzi w specjalnych bioreaktorach i nie wychodzi poza obręb laboratorium. A właśnie tego boją się ludzie — że kontakt z GMO zaburzy ich funkcjonowanie, że takie organizmy zmienią otaczający ich świat, który przecież wcale nie jest doskonały. Pomidory bez smaku, postarzane etylenem nie przerażają ich tak, jak pięknie wyglądające, mające smak pomidory poddane genetycznym modyfikacjom.

Poważną wadą jest to, że nasiona roślin GMO są opatentowane. Należą mianowicie do firmy, która zmodyfikowała roślinę w określony sposób. Rolnik, który chce uprawiać takie nasiona musi co roku uiścić opłatę licencyjną, nie ma prawa zebrać nasion z własnego pola i wysiać ich bez opłaty. Czyli uprawa, którą prowadzi rolnik jest własnością korporacji biotechnologicznej, a nie tego rolnika. Często też wysianie zebranych nasion GM nic nie da, gdyż często są one „upośledzone”, nie są w stanie normalnie się rozwinąć, gdyż mają uszkodzone geny odpowiedzialne za prawidłowy wzrost lub w ogóle ich nie posiadają.

Jest to celowy zabieg. Monsanto, koncern budzący bardzo wiele emocji,  jest właścicielem patentu na technologię „terminator”. Jest to taka modyfikacja genetyczna rośliny, która sprawia że staje się ona bezpłodna. Co oznacza, iż ziarno powstałe z takiej rośliny nie wykiełkuje. Dla konsumenta oznacza to większe koszty żywności ale poza tym nie ma znaczenia. Ale zmienia to całkowicie sytuację rolnictwa i prawa własności, gdyż rolnik przestaje być niezależny i staje się pracownikiem zagranicznej korporacji.

Modyfikację genetyczną żywności w celach komercyjnych prowadzi się w celu dodania do uprawianych roślin określonych cech. Jedna z nich polega na sprawieniu by rośliny były odporne na szkodniki, same wytwarzały substancje owadobójcze, jak uprawiana w Polsce kukurydza MON810, produkowana przez korporację Monsanto. Wytwarza ona własny pestycyd zapobiegający niszczeniu upraw przez omacnicę prosowiankę. Modyfikacja Bt rośliny polega na wprowadzeniu do niej genów z bakterii Bacillus thuringensis. Produkty tych genów — białka Cry. Tak więc zmodyfikowane komórki rośliny, które w swoim wnętrzu zawierają już wspomniane białka Cry są toksyczne po zjedzeniu przez owada. W środowisku zasadowym, czyli w przewodzie pokarmowym owada, białko Cry zostaje aktywowane i łączy się ze specyficznymi receptorami w błonach komórek przewodu pokarmowego. Ta sytuacja powoduje perforację błon komórkowych i prowadzi do zniszczenia komórek, co wiąże się ze śmiercią owada. Dzięki temu nie potrzeba dodatkowych pestycydów. Fakt ten stanowi poważny argument za uprawami genetycznie modyfikowanych roślin.

Kukurydza z tą modyfikacją jest dobrze znana na rynku światowym, jest uprawiana od 1998 roku. W jej przypadku nie zauważono żadnych skutków ubocznych. Również eksperci twierdzą iż jest ona bezpieczna. Ale już kolejną odmianą nad którą nawet w Polsce trwają badania polowe jest kukurydza NK603, odporna na herbicyd Roundup. Herbicydy niszczą wszystko co żyje poza naszą zmodyfikowaną rośliną, co umożliwia używanie go w trakcie wzrostu rośliny. W tradycyjnym rolnictwie herbicydów używa się jedynie przed wysianiem rośliny. Nasiona zmodyfikowane genetycznie, odporne na herbicyd Roundup noszą oznaczenie Roundup Ready. Herbicyd ten jest skuteczniejszy niż konkurencyjne dzięki temu, że wnika do wnętrza rośliny. Ulega on absorpcji poprzez liście i łodygi i następnie transportowany jest do podziemnych części rośliny, co wiąże się z śmiercią opryskanej rośliny w czasie od kilku dni do 2 -3 tygodni, w zależności od gatunku chwastu, tego w jakiej fazie wzrostu znajduje się aktualnie oraz warunków klimatycznych. Roundup dostępny jest w różnych stężeniach i z różną zawartością substancji pomocniczych , które w większej części stanowiących tajemnicę producenta. Oficjalnie ujawniony został jedynie surfaktant — łój polietoksylowany. Wszystkie te substancje pomocnicze ułatwiają glifosatowi przenikanie przez błony komórkowe. Zawarty w Roundupie glifosat działa poprzez zahamowanie enzymu syntazy 5-enolopirogroniano-szikimowo-3-fosforanowej (EPSPS), który katalizuje proces biosyntezy aromatycznych aminokwasów, które pełnią zasadniczą rolę w syntezie białek roślinnych. Wspomniana kukurydza została zmodyfikowana tak, by zyskać odporność na glifosat.

W tym celu został użyty gen wyizolowany z pospolitych bakterii glebowych z rodzaju Agrobacterium. Koduje on enzym EPSPS, dzięki czemu następuje ekspresja białka EPSPS i szlak biosyntezy aromatycznych aminokwasów nie zostaje zatrzymany przez obecność glifosatu. Zwierzęta syntetyzują tylko część aminokwasów i nie są zdolne do syntezy aminokwasów aromatycznych, dlatego glifosat został uznany za bezpieczny dla świata zwierząt. Poza tym szybko biodegraduje w glebie.

Takie rozwiązanie zapewnia producentowi podwójny zysk, gdyż nie tylko zarabia na licencji na nasiona, ale też na sprzedaży herbicydów używanych w dużych ilościach, gdyż aż 75% modyfikacji to modyfikacje dające odporność na herbicydy. A używanie herbicydu innej firmy niż Monsanto jest niezgodne z umową, którą podpisuje rolnik przed kupnem ich nasion. Wykonano badania in vitro, w których glifosat w hodowlach ludzkich linii komórkowych wykazywał toksyczność przy stężeniu ≥1% , powodując zaprogramowaną śmierć komórki (apoptozę), natomiast w obecności substancji pomocniczych toksyczność obserwowana była przy stężeniu sięgającym 8 ppm (parts per milion) glifosatu, powodując niszczenie membran komórkowych i nekrozę komórek.

Obserwacje te są niewątpliwie sprzeczne z wspomnianymi wyżej danymi, gdyż Roundup powinien być nieszkodliwy dla komórek ludzkich. Badania na embrionach kurzych i żabich wykazały, że glifosat podawany poprzez zastrzyki jest tak samo szkodliwy w obecności, jak i przy braku substancji pomocniczych. Może mieć on związek z nieprawidłowościami rozwojowymi płodów ludzkich krajów Ameryki Południowej, gdzie używa się tego specyfiku na szeroka skalę.

Te badania brzmią przerażająco, ale jak minie pierwsze wrażenie człowiek uświadamia sobie, że ten środek jest równie bezpieczny jak popularnie używany Kret — we właściwym użyciu nie jest niebezpieczny, nie dosypuje się go do herbatki. A wyżej wspomniane badania zostały błędnie przeprowadzone, gdyż należało zbadać akumulację w ciele, a nie wstrzykiwać wspomnianą substancję do ciał zwierząt.

Czy Polska i Europa powinny być wolne od GMO?
image_pdfimage_print
Podziel się ze znajomymi
Skocz do formularza

Komentarze 2

  1. 1

    Nasion sie nie uprawia… uprawia .sie sie rosliny.

    6 lat temu
  2. 2

    Co do genu „terminatora”, technologia ta nie jest obecna w żadnej komercyjnej odmianie obecnie uprawianej. Po prostu jest zakaz jej stosowania.

    Co do toksyczności glifosatu. Myślę, ze środek Kret jest dużo bardziej toksyczny od glifosatu. Polecam zapoznać się z wartościami LD50 dla różnorodnych substancji (jest to wskaźnik toksyczności substancji). Glifosat jest mniej toksyczny od soli kuchennej, witaminy A, nikotyny, kofeiny, itd.

    6 lat temu
  3. Dodaj komentarz
    (wymagany)
    (wymagany)
    (wymagany)

    Pola oznaczone znaczkiem W są obowiązkowe. Musisz wypełnić wszystkie pola wymagane, aby dodać komentarz.
    Twój adres email, który podasz nie zostanie opublikowany z Twoim komentarzem.

    W treści komentarza dozwolone są tagi XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

do góry